Weingut Liszt – naturalność w czystości owocu
Przez lata ruch win naturalnych budził skrajne emocje, często kojarząc się z bezkompromisowymi, dzikimi i mocno eksperymentalnymi pozycjami, które wymagały sporej dozy wyrozumiałości. Z czasem jednak apetyty się zmieniły – zamiast szukać takich trudnych ciekawostek, konsument zaczął się upominać o czysty owoc, świeżość i bezpretensjonalną frajdę. Dokładnie w tę potrzebę trafiają wina z austriackiego Burgenlandu od Weingut Liszt, udowadniając, że czysta przyjemność z picia może iść w parze z pełnym szacunkiem dla natury.
Wino, chleb i powrót do korzeni
Przystankiem u tego producenta zaczęliśmy naszą winiarsko-wakacyjną podróż do Austrii i Włoch. Motorem tego projektu jest niezwykle serdeczne małżeństwo Theresa i Bernhard, przy czym trzeba od razu podkreślić, że ich gospodarstwo nie skupia się jedynie na winach. Theresa jako szefowa kuchni odpowiada za prowadzenie sporej restauracji, która sąsiaduje z winiarnią. O jej popularności, ale też urodzie miejsca najlepiej świadczy fakt, że jak nam powiedział Bernhard od kwietnia do września w praktycznie każdą sobotę restauracja jest zarezerwowana na wesela. Theresa śmiała się za to, że jest to trochę ich przekleństwem, bo momentami nie wyrabia już czasowo. Zresztą z powodu takiego wesela nasza wizyta była dość szybka, bo Bernhard musiał pomóc w przygotowaniach – tym bardziej doceniamy, że znalazł dla nas chwilę.






Jakby tego było mało, zaraz obok działa niewielka piekarnia, gdzie z mąki z własnych zbóż (podobnie jak winorośle uprawianych biodynamicznie, certyfikowanych przez Demeter) wypiekają chleb. Gdy dodamy do tego niewielką hodowlę owiec i świń, to wyraźnie widzimy, że ideą małżeństwa jest bardzo holistyczne podejście do gospodarki.
Rozmawialiśmy o tym z Bernhardem, bo jednak tendencje ostatnich kilkudziesięciu lat idą właśnie w odwrotną stronę. Jeszcze ojcowie wielu topowych austriackich winiarzy byli bardziej rolnikami, którzy obok produkcji wina uprawiali zboża, czy hodowali zwierzęta, ale już ich dzieci często skupiały się tylko na winiarstwie, rezygnując z tych pobocznych aktywności. Dla Bernharda jednak takie bardziej multidyscyplinarne podejście wydaje się bezpieczniejsze pod względem finansowym, bo rodzina nie jest zależna tylko od jednego źródła dochodów. Dodatkowo samowystarczalność i bazowanie na własnych produktach jest bardzo ekologiczne i zgodne z filozofią farm to table.
Unikatowe terroir i bezkompromisowa naturalność
Leithaprodersdorf, gdzie znajdziemy winiarnię i winnice producenta, to unikat w winiarskim regionie Leithaberg. Jest to bowiem jedyne miasteczko położone po północno-zachodniej stronie tych wzgórz, gdzie produkuje się wino. Zdecydowana większość winnic usytuowana jest na południowo-wschodnich stokach, opadających w kierunku Jeziora Nezyderskiego. Miejscowy mikroklimat jest więc trochę inny – zamiast ciepłych mas powietrza znad Węgier bardziej dominującym elementem jest wpływ chłodniejszego powietrza znad Alp.



Winnice rodziny zajmują 7 ha, położonych na kredowym, wapiennym podłożu. Bernhard uprawia głównie winorośl szlachetną (welschrieslinga, furminta, muscata ottonel, grüner veltlinera, zweigelta, blaufränkischa czy merlota), ale eksperymentuje też trochę z hybrydami. Swoje krzewy sadzi bardzo ciasno, jak mówi i tak wszystkie prace wykonuje ręcznie, więc nie potrzebuje zostawiać między rzędami miejsca na pojazdy mechaniczne. Dodatkowo co około 10 metrów między rzędami winorośli umieszcza różne drzewa. Po pierwsze dba w ten sposób o bioróżnorodność, ale też działają one jego zdaniem trochę jak pompy, które dodatkowo poprawiają w glebie przepływ składników mineralnych.
W czasie winifikacji Bernhard hołduje zasadom absolutnie minimalnej interwencji. Fermentacja odbywa się na naturalnych drożdżach i bez kontroli temperatury. Następnie wina dojrzewają w różnego rodzaju naczyniach – stali, używanych beczkach czy glinianych amforach. Winiarz przyznaje, że przez kilka miesięcy dojrzewania niemal nie próbuje swoich win, aby nie zejść na zawał. Już wiele razy na wczesnym etapie pachniały one i smakowały jego zdaniem obrzydliwie, mysio, ale po jakimś czasie wszystkie wady znikają, a na wierz wychodzi czysty, niczym nieskrępowany owoc – zdaniem Bernhard należy po prostu pozwolić działać naturze.








Bernhard nie produkuje win z pojedynczych parceli (z wyjątkiem field blendów). Dla niego wino jest jak potrawa – składa się z wielu składników, a winiarz jest jak kucharz. Dlatego finalne kupaże są bardzo różnorodne, miesza on partie win z rożnych zbiorników, macerowane i bez maceracji, aby stworzyć najsmaczniejsze połączenia. Przed zabutelkowaniem wina nie są również filtrowane, a siarkowanie jest minimalne.
Zwracam też Waszą uwagę na moim zdaniem genialne nazwy tych win.
Spróbowane wina
Do Austrii podróżowaliśmy na własny koszt. Wina degustowaliśmy na zaproszenie producenta.
Wina Weingut Liszt nie są obecnie dostępne w Polsce.
Liszt Optimiszt Weiss 2025


Wybuchowo energetyczna mieszanka weissburgundera i grüner vetlinera – takie radosne pen-naty uwielbiam. Mamy tutaj gruszki, pigwy, trochę ziół i bliskowschodnich przypraw. Do tego wysoką, dobrą kwasowość, soczystość owocu i chrupki, apetyczny finisz. Bardzo dobre (89/100).
Liszt Alchemiszt Weiss 2024
To kupaż, w składzie mamy między innymi grüner veltlinera, scheurebe i sauvignon blanc (ale to nie wszystko). Część owoców była macerowana 4 dni na skórkach. Odmiany dojrzewały zarówno w beczkach, jak i w amforach.


Jabłkowo-gruszkowy owoc idzie w parze z wyraźną pieprznością i nutami kwiatowymi. W ustach lekko tropikalne (papaja czy nawet ananas), z przyjemnie kremowym ciałem i bardzo żywym, słonecznym owocem. W finiszu staje się wyraźnie mineralne i słone. Dobre+ (88/100).
Liszt Artiszt Rosé 2025
Bazą wina jest welschriesling i scheurebe, ale kolor nadaje mu krótko macerowany blaufränkisch. Następnie wino dojrzewa kilka miesięcy w amforach.


Wysoki kwas stanowi kręgosłup dla wiśniowego, cierpkiego owocu. Do tego mamy trochę słodszych gruszek, malin i długi, oczyszczający finisz. To róż z tych absolutnie genialnych do leniwego popijania w słoneczne popołudnie, który nie sili się na udawanie, że jest winem skomplikowanym i wielowymiarowym – ale w jego prostocie tkwi radość owocu. Dobre+ (88/100).
Liszt Individualiszt Weiss 2024
To już takie wino z pogranicza pomarańczy, a to za sprawą muscata ottonela, który w tym przypadku był macerowany na skórkach przez 2 miesiące. Do niego dodano grüner vetlinera oraz furminta, który był wyciskany bez odszypułkowania.


Fajnie splatają się w tym winie poszczególne nici. Muscat dał mu mocnej, lekko kwiatowej owocowości, grüner odpowiada za wyraźne nuty przyprawowe, a furmint obudował całość w mocną kwasowość i solidny ekstrakt. W efekcie mamy wino z jednej strony z dobrym ciałem, ale też dalej żywym, owocowym wypełnieniem i delikatnie garbnikowym finiszem. Bardzo mi się podobała ta ekspresja. Bardzo dobre (90/100).
Liszt Touriszt Rot 2023
Touriszt to głównie zweigelt, który przeszedł macerację semikarboniczną, z niewielkim dodatkiem blaufränkischa, który był macerowany na skórkach tylko przez dobę.


Świetne wino w stylu lekkich czerwieni, które najlepiej smakują schłodzone – lubię takie pozycje. Mamy tutaj chrupkie czereśnie i czerwone porzeczki, dodatek kwiatów, ale też taką szczyptę ziemistości, która dodaje drugiego dna. Kwasowość jest mocna, ale też nie przykrywa tego radosnego owocu, a brak tanin zupełnie mi nie przeszkadza, bo wino nadrabia to swoją energią i soczystością. Bardzo dobre (90/100).
Liszt Komponiszt Rot 2023
Na koniec mieszanka merlota (4 dni maceracji na skórkach) oraz caberneta franc (15 dni maceracji semikarbonicznej). Wino dojrzewało w węgierskim dębie i w amforach.


Mocniej zbudowane od poprzednika, tu w nosie owoc jest ciemniejszy (wiśnie, czarne porzeczki, nawet śliwki), ale znów mamy też wyraźne nuty ziemiste. Za to na podniebieniu wita nas mocna kwasowość, chrupkość i energia. Spodziewałem się mocnej czerwieni, ale nawet mimo ciemnego koloru to wino dalej gra na świeżości i radości owocu. Bardzo dobre (90/100).
Podobało mi się w winach od Weingut Liszt, że nie są to pozycje, które niepotrzebnie silą się pokazywanie muskułów, wielowymiarowości czy skomplikowania. Bernhard powiedział, że chce produkować wina dające radość i świetnie sprawdzające się do jedzenia, które podają w restauracji – kuchni, która bazuje na prostych składnikach, ale tak świeżych i sezonowych jak to tylko możliwe. W takiej koncepcji te wina są absolutnie idealne. Jeśli szukacie naturalnych win pełnych radosnej owocowości, to z czystym sercem mogę Wam je zarekomendować.