Summa summarum: 5 powodów, by odwiedzić Magrè

Udostępnij ten post

Summa to festiwal, który rokrocznie odbywa się w przededniu Vinitaly w uroczym miasteczku Magrè w Alto Adige. Jego organizatorzy, rodzina Lageder stworzyła imprezę mającą już status kultowej. Po kilkuletniej przerwie wróciliśmy na Summę z ogromnym apetytem – była to nasza czwarta wizyta na tym festiwalu i musimy przyznać, że ta impreza nie straciła absolutnie nic ze swojej energii. Dlaczego uważamy, że to jeden z absolutnie najlepszych winiarskich eventów w Europie? Oto pięć powodów, dla których każdy szanujący się winopijca powinien mieć Magrè na swojej mapie…

Rodzina Lageder co roku zaprasza do siebie ponad setkę producentów, ale nie ma tu mowy o przypadku. Kluczem jest zrównoważony rozwój i szacunek dla natury. I choć Summa nie jest ortodoksyjnym festiwalem win naturalnych (kryteria są znacznie bardziej łagodne niż na RAW czy Karakterre), to poziom techniczny win jest tu po prostu kosmiczny.

Największy problem na Summie? Selekcja. Tutaj właściwie można by degustować „jak leci” i nie trafić na słabą butelkę. To rzadki komfort, gdy zamiast szukać jakości, musisz wybierać między wybitnością a… jeszcze większą wybitnością. Liczby mówią same za siebie: na 184 wina, które sprawdziłem w ten weekend, zaledwie 12 spadło poniżej progu 90 punktów. Przy czym moje festiwalowe „dno” to solidne 87 oczek. W świecie winiarskich eventów to statystyka niemal nierealna.

Przez ćwierć wieku Summa dorobiła się czegoś cenniejszego niż punkty w rankingach – wiernej społeczności, którą przyciąga jak magnes. Ten festiwal ma w sobie magię, której ulegają nie tylko goście, ale i sami producenci.

Najlepszy dowód? Alwin Jurtschitsch. Złapaliśmy go na szybką kawę, gdy z rozbrajającą szczerością przyznał, że w tym roku „uciekł” ze swojego stoiska. Zostawił pracowników na posterunku, a sam ruszył w tłum z kieliszkiem, bo – jak sam stwierdził – jest po prostu mega ciekawy, co pokazują koledzy po fachu. Widok wielkich nazwisk światowego winiarstwa, które z takim samym entuzjazmem jak my chcą spróbować win od innych winiarzy to tutaj absolutna norma.

Ta atmosfera udziela się wszystkim. To nie jest anonimowy tłum – to raczej wielkie spotkanie miłośników wina. Szczytem wszystkiego było powitanie z parą z Włoch, z którą kilka lat temu dzieliliśmy stół podczas lunchu. Rozpoznali nas od razu. To właśnie jest Summa: miejsce, gdzie wino jest tylko (i aż) genialnym pretekstem do budowania relacji, które trwają znacznie dłużej niż zawartość kieliszki.

W Alto Adige germańskie korzenie to nie tylko kwestia języka, ale przede wszystkim mentalności. Organizacja Summy to absolutny majstersztyk, gdzie wszystko chodzi jak w szwajcarskim (albo tyrolskim) zegarku. Tutaj nikt nie traci czasu na logistyczny chaos. Chcesz się przemieścić między parkingiem, stacją a miasteczkiem? Czekają na Ciebie regularne busy albo… najnowsze modele Audi, które dowożą gości w iście królewskim stylu.

To festiwal, który dba o Twój komfort na każdym poziomie. Jedzenie? Zapomnij o jakiś food truckach czy konieczności szukania czegoś we własnym zakresie. Tutaj lunch to pełnoprawne, rewelacyjne doświadczenie kulinarne, podczas którego polewanych jest dodatkowy kilkadziesiąt win od winiarzy uczestniczących w festiwalu. Nawet takie detale jak szybkie Wi-Fi, działające bez zająknięcia w całym miasteczku (rzecz niemal niespotykana przy takim zagęszczeniu ludzi!), pokazują, że rodzina Lagederów myśli o wszystkim.

A jeśli komuś mało samej degustacji przy stolikach, program pęka w szwach. Każdego dnia odbywa się kilkanaście masterclassów, wycieczki z przewodnikiem po winnicach czy toury po samej winiarni. Efekt? Osiem godzin festiwalu mija dosłownie jak z bicza strzelił, a Ty masz wrażenie, że ledwo liznąłeś to, co Summa ma do zaoferowania.

Alto Adige to region, w którym zakochanie się jest po prostu wpisane w plan wycieczki. Dolina rzeki Adygi, wzięta w kleszcze przez monumentalne góry, tworzy krajobraz niemal nierealny. W tym roku kontrast był jeszcze mocniejszy – dzięki wyjątkowo ciepłej i słonecznej wiośnie, dolina eksplodowała zielenią winnic i sadów jabłkowych, a nawetfioletem kwitnącego lilaka, podczas gdy wyższe partie gór wciąż zachowywały swoją surową, skalistą powagę z widocznym gdzieniegdzie śniegiem.

Ale Summa to nie tylko plenery – to także wnętrza, które onieśmielają. Degustacja w dawnym domu rodzinnym Lagederów, mających arystokratyczne korzenie, to coś znacznie więcej niż „próbowanie win”. Robienie notatek pod renesansowymi freskami czy obrazami, zaglądanie do prywatnej kaplicy czy stąpanie po wiekowych, skrzypiących podłogach nadaje wszystkiemu niemal transcendentalny wymiar.

Jedyne porównanie, jakie przychodzi mi do głowy, to wiedeńskie VieVinum. Jednak o ile tam uderza barokowy przepych habsburskiego Hofburga, o tyle tutaj mamy do czynienia z intymną, szlachetną elegancją, która sprawia, że każde wino w kieliszku smakuje o klasę wyżej.

Kiedyś zdarzało nam się pomstować na lokalizację. Magrè to urocza, ale maleńka wioska, gdzie znalezienie noclegu w trakcie festiwalu graniczy z cudem, a logistyka potrafi spędzić sen z powiek. W końcu jednak poszliśmy po rozum do głowy i już drugi raz z rzędu wybraliśmy strategię „bazowania” w Trydencie (Trento). To był strzał w dziesiątkę.

Pociągi między Trento a Magrè kursują z zegarmistrzowską precyzją, a sama podróż trwa niespełna pół godziny. Co prawda stacja w Magrè jest oddalona o jakieś dwa kilometry od festiwalu, ale to żaden problem. Można podejść kilka minut i złapać festiwalowego busa, a jeśli macie więcej siły w nogach – przejść się spacerem do samego miasteczka. Droga wśród winnic, z górami wyrastającymi przed oczami, to czysta przyjemność i idealny moment na przewietrzenie głowy przed (lub po) intensywnej degustacji.

Nocleg w Trento ma jeszcze jednego, potężnego asa w rękawie: wieczorne życie. Po powrocie z festiwalu trafiamy prosto w objęcia tętniącego energią miasta. Znalezienie świetnej restauracji czy klimatycznego wine baru (zakładając, że wciąż macie ochotę na kieliszek) jest tu banalnie proste. Alternatywnie, równie dobrym pomysłem będzie Bolzano – dystans jest podobny.

Summa to festiwal, który wymyka się prostym klasyfikacjom. Wybitna selekcja producentów w połączeniu z arystokratyczną oprawą posiadłości Lagederów i alpejskim krajobrazem, tworzy mieszankę absolutnie uzależniającą. Jeśli szukacie imprezy, gdzie perfekcyjna organizacja spotyka się z autentycznymi emocjami i winami z duszą, Magrè powinno stać się Waszą obowiązkową destynacją.

Zobacz więcej naszych podróży