Winiarskie zakupy w marketach za granicą – Niemcy, Austria, Włochy

Udostępnij ten post

Właśnie wróciliśmy z krótkiej, rodzinno-winiarskiej wyprawy przez te trzy kraje. Podróż stała się idealnym pretekstem,by na własnej skórze (i kieliszku) sprawdzić, czy w Niemczech, Austrii i we Włoszech warto tracić czas na markety w poszukiwaniu ciekawych butelek. Czy na sklepowych półkach da się jeszcze upolować prawdziwe perełki w dobrych cenach, czy może lepiej od razu kierować się do winiarzy? Sprawdźcie moje wrażenia z tej trasy.

Każdy zagraniczny wyjazd to dla nas idealna okazja, by dociążyć bagażnik kilkoma butelkami. Dlaczego? Powód jest prosty: w krajach z bogatą tradycją winiarską wybór dosłownie oszałamia, a na półkach bez trudu znajdziemy perełki, które w Polsce są zupełnie niedostępne. Nie oszukujmy się – u źródła wino po prostu kosztuje najmniej.

Kiedy nie mamy w planach wizyt bezpośrednio w winnicach, zazwyczaj celujemy w sklepy specjalistyczne lub zamawiamy butelki online z dostawą prosto do hotelu. Jednak z równą ciekawością zaglądamy do lokalnych marketów. Sprawdzamy, co oferują miejscowe sieciówki i z satysfakcją (lub zazdrością) porównujemy ich asortyment z tym, co znamy z naszych rodzimych półek.

Wbrew pozorom to chyba najtrudniejszy rynek na winiarskie łowy w markecie. Mało tego – poza największymi miastami znalezienie stacjonarnego sklepu z niemieckimi etykietami graniczy z cudem (i to nawet w samym sercu regionów winiarskich!). To nie żart. O ile enoteki z winami z Włoch, Hiszpanii czy Portugalii rzucają się w oczy, o tyle namierzenie ambitnego rieslinga bywa sztuką. W takiej sytuacji market staje się jedyną deską ratunku.

Gdy pytaliśmy o ten fenomen znajomych mieszkających w Niemczech, wskazywali na dwie przyczyny. Po pierwsze: w wielu regionach to piwo niepodzielnie dzierży palmę pierwszeństwa. Po drugie: Niemcy najchętniej kupują wino bezpośrednio u źródła. Często przez całe życie pozostają wierni jednej, wybranej winiarni, zamawiając u niej kartony z dostawą do domu. W takim układzie klasyczne sklepy stacjonarne po prostu tracą rację bytu.

Sama oferta marketów, delikatnie mówiąc, nie rzuca na kolana. Trafienie na rozpoznawalną, uznaną markę graniczy z sukcesem, bo na półkach królują anonimowe etykiety z wielkich rozlewni oraz masa przeciętnych win z importu. Na szczęście zazwyczaj udaje się wyłowić jedną lub dwie butelki od producenta zrzeszonego w VDP – i to właściwie jedyny słuszny kierunek zakupowy.

Nam w sieci REWE udało się upolować podstawowego Rieslinga od Dr. Loosena, a w Aldi znaleźliśmy solidną propozycję od Leitza. Z kolei Lidl i Edeka okazały się kompletnym rozczarowaniem – nie widzieliśmy tam absolutnie niczego, co warto byłoby wrzucić do koszyka.

Dla odmiany: Austria to prawdziwy raj. Legendy o winiarskiej ofercie sieci SPAR oraz Billa (te dwa szyldy muszę absolutnie wyróżnić) krążą nie od dziś – i wierzcie mi, nie ma w nich ani ziarna przesady.

W tych marketach bez trudu traficie na szeroki wybór butelek od uznanych producentów, których sami wielokrotnie Wam polecaliśmy. Czasem to specjalne linie dedykowane wyłącznie dla marketów (nawet one trzymają fason!), ale często na półkach stoją regularne etykiety z regularnego portfolio. Przy odrobinie szczęścia wyłowicie nawet topowe wina z pojedynczych siedlisk, klasę Smaragd czy prestiżowe 1ÖTW. Co najważniejsze dla portfela: ceny są świetne, często identyczne z tymi, jakie zapłacilibyście bezpośrednio u winiarza.

Nic dziwnego, że wizyta w takim markecie to dla nas żelazny punkt każdej podróży przez Austrię. Dodatkowo SPAR prowadzi świetny sklep internetowy z opcją odbioru w wybranej placówce. Wybór online naturalnie deklasuje to, co mieści się na fizycznych półkach, a dostawa działa jak w zegarku. Jeśli planujecie dłuższy postój w jednym miejscu, to najprostsza droga do znalezienia prawdziwych rarytasów

We Włoszech panuje spora różnorodność. Choć niemal w każdym markecie alejki z winem ciągną się w nieskończoność,jakość zawartości bywa kapryśna. Naszymi pewniakami są zazwyczaj sieci Conad oraz Coop. To właśnie tam oferta najmocniej imponuje rozmachem i pozwala wyłowić największy odsetek etykiet od znanych, sprawdzonych producentów.

Włoskie półki to także lekcja geografii. Markety stawiają na lokalność, więc w każdym regionie dominują wina z okolicznych apelacji – i to zazwyczaj ich największy atut. Obok miejscowych patriotów zawsze znajdziecie jednak solidną reprezentację „wielkiej trójki”: Piemontu, Toskanii i Veneto.

Podsumowując: pod względem wyboru dobrych butelek Włochy zdecydowanie biją Niemcy na głowę, ale wciąż muszą uznać wyższość austriackiego porządku i jakości.

Winiarskie zakupy w zagranicznych marketach to prawdziwa gra kontrastów – od niemieckiej posuchy, przez włoski miszmasz, aż po austriackie szczyty jakości. Generalna rada – zamiast brać pierwszą butelkę z brzegu, celujcie w uznanych producentów.

Zobacz więcej naszych podróży