Polskie winiarstwo pod lupą. Refleksje z tegorocznych Polskich Korków w SPOT.

Udostępnij ten post

Polskie Korki organizowane przez poznańską restaurację SPOT. to dla mnie bez wątpienia najważniejszy konkurs winiarski w Polsce. Oparto go na rygorystycznych zasadach ślepej degustacji (paneli w ciemno), gdzie liczy się wyłącznie czysta zawartość kieliszka, eliminując jakiekolwiek uprzedzenia czy znajomość etykiet. Po kilku latach przerwy powrót do grona jury był dla mnie fantastycznym doświadczeniem – dał mi nie tylko mnóstwo pozytywnych emocji, ale przede wszystkim bezcenną możliwość skonfrontowania i sprawdzenia, jak przez te kilka ostatnich lat realnie rozwinęło się winiarstwo w Polsce.

Nim przejdę do ogólnych wrażeń przypomnę tylko najważniejsze zasady konkursu. Najpierw wina z poszczególnych kategorii oceniane są przez mniejsze zespoły jury, które wskazują 6 najlepszych ich zdaniem butelek trafiających do finału. W serii finałowej wina są oceniane przez pełny skład jury, a jedynie trzy najlepsze pozycje z każdej kategorii otrzymują stosowne nagrody – Brązowy, Srebrny i Złoty Korek.

Nie chciałbym też nadmiernie się chwalić, ale co też ważne na tego typu wydarzeniach, skład jury nie jest przypadkowy. Organizatorzy corocznie zbierają grono prawdziwych fachowców, w tym roku po raz pierwszy uzupełnionych o zagranicznych gości i to nie byle jakich – Sylvię Wu, redaktorkę Decantera i Clemensa Buscha, czołowego winiarza znad Mozeli.

Z roku na rok polskie winiarstwo ewoluuje, ale spoglądając na tegoroczną selekcję, trzeba zadać sobie trzeźwe pytanie o tempo i kierunek tej zmiany. Generalnie jest oczywiście coraz lepiej, przybywa ciekawych projektów, a winiarze coraz lepiej radzą sobie z niuansami winiarskiej techniki. Kiedy jednak wejdziemy w detale i odrzucimy patriotyczny entuzjazm, poza musiakami wciąż nie dostrzegam prawdziwie skokowego postępu w ogólnej jakości polskich win. Oczywiście, ich średni poziom jest nieporównywalny niż jeszcze 10 lat temu, ale już różnica między tym, co próbowałem tak 4-5 lat temu, a obecną selekcją jest niewielka. Z jednej strony to dobrze, bo polskie winiarstwo złapało już pewniem stały rytm, ale z drugiej moim zdaniem wciąż jest spory potencjał, aby jakość win jeszcze się zwiększała.

Polscy winiarze są też nierówni – i nie da się tego zwalić na karb warunków klimatycznych, trudnych roczników, czy młodych krzewów. Nawet w przypadku znanych winiarni (co okazało się po zakończeniu obrad, gdy mogliśmy już odsłonić etykiety i porównać je z notatkami) zdarzają się trudne do wytłuczenia spadki jakościowe.

Dokładniejsze spojrzenie na poszczególne kategorie win układa mi się w taki obraz:

  • Najrówniej wypadają musiaki – to kategoria, która bez wątpienia ma w Polsce ogromną przyszłość, trzymając obecnie najwyższy i najbardziej powtarzalny poziom. W finałowej szóstce naprawdę trudno było mi wskazać wyraźnego zwycięzcę.
  • Pet-naty nadal dają mnóstwo frajdy – w tej kategorii z założenia mającej prezentować radosne, owocowe oblicze, czasem mogę przymknąć oko na drobne niedoskonałości, a nawet nie przeszkadza mi tak bardzo użycie hybryd (choćby muscarisa). Wina były smaczne i apetyczne – tak trzymać.
  • W niegdyś uznawanych za topowe białych winach wytrawnych jest bardzo nierówno – nawet w samym finałowym zestawie było to widoczne. Na plus muszę podkreślić, że winiarze coraz śmielej używają beczki, o co od dawna apelowałem.
  • Wciąż nie odkryto potencjału win różowych – winiarze wydają się tu błądzić. Pytanie, czy właśnie nie widzą potencjału sprzedażowego w tej kategorii, czy też brakuje im pomysłu albo jeszcze doszlifowania technicznych umiejętności (wbrew pozorom zrobienie dobrego rosé jest trudniejsze niż poprawnej czerwieni).
  • Nie trzeba bać się win z wyższym cukrem – o ile są one dobrze zrobione i zbalansowane żywym kwasem, potrafią być naprawdę smaczne. I nie chodzi tylko o typowe wina słodkie, ale nawet wśród win półwytrwanych czy półsłodkich (z definicji traktowanych nieco z przymrużeniem oka) trafiliśmy na kilka sensowych butelek, zwłaszcza rieslingów.
  • W winach macerowanych, pomarańczowych warto szukać konkretnych etykiet – ta kategoria była (nie tylko zresztą w naszym kraju) mocno eksploatowana kilka lat temu. Obecnie moda na te wina chyba powoli się kończy i warto szukać butelek, w których winiarz faktycznie miał pomysł, jak podejść do pomarańczy, a nie tylko na siłę wydłużał czas maceracji owoców.

O winach czerwonych, których spróbowałem najwięcej (bo w mojej podkomisji właśnie czerwienie oceniliśmy w ramach pierwszej tury konkursu) więcej piszę w tym artykule:

Nie mam wątpliwości, że polskie winiarstwo zmierza we właściwym kierunku. Jednak nie będzie to sprint i błyskawiczne doszlusowanie do peletonu (w co jeszcze sam wierzyłem kilka la temu), a raczej stopniowe, wolniejsze niwelowanie dystansu wobec win z bardziej rozwiniętych winiarsko krajów.

Tutaj znajdziecie wyniki całego konkursu – https://www.polskiekorki.pl

Niżej opiszę dla Was kilka pozycji spośród win finałowych, które subiektywnie najbardziej mi smakowały – co nie zawsze musi się pokrywać z najlepszymi winami, które wybrało całe jury.

  • Stara Szkoła Follow Me Pet-Nat Follow Me 2024 (89/100): Świetny, dojrzały owoc souvignier gris z nutami poobijanych jabłek, gruszek i cytryn. W ustach słodsze, pełne soczystych brzoskwiń, z mnóstwem energii i lekkim cukrem resztkowym – absolutny hit na lato.
  • Czarna Stodoła Fru Johanniter 2024 (89/100): Wyrazisty, oranżadowy profil z nutą brzoskwini i lekką aspiryną w nosie. Usta idą w stronę wytrawności – cytrusy, zioła, zabójczo wysoka kwasowość i fantastyczna energia dają mocno wyciągnięte, żywe wino.
  • Aris Riesling 2022 (89/100): Rasowy, klasyczny riesling z czystym akcentem odmianowym i drożdżowym tłem w nosie. W ustach dzieje się naprawdę dużo: wyraźna nafta, chrupiące jabłka i cytryny – mocne, wielowymiarowe wino.
  • Pod Wieżą ChaRie 2022 (90/100): Zaczyna się wyraźnym akcentem drożdżowym, potem dochodzą poobijane śliwki, jabłka oraz brioszka. W ustach niezwykle szampańskie, eleganckie, drożdżowe i chlebowe, spięte wyrazistym, świetnym kwasem.
  • Kamil Barczentewicz Pinot Blanc Barrique 2020 (88/100): Chyba najstarsze wino spróbowane tego dnia, co akurat wyszło mu absolutnie na dobre. Jest ułożone, lekko orzechowe i waniliowe, ale obok tego dumnie kroczy też jabłkowy owoc, a w końcówce ust wychodzi też przyjemna słoność.
  • Warto Riesling 2023 (89/100): Temu wielkopolskiemu projektowi warto się przyglądać. Woskowa struktura, dojrzała brzoskwinia i miękkie masełko. Urzeka świetnym kwasem, eleganckim sznytem i niesamowitą, pulsującą soczystością.
  • Stara Winna Góra Znad Pradoliny 2023 (90/100): Wzorcowy przykład harmonii – w tym półwytrawnym rieslingu cukier zostaje perfekcyjnie okiełznany przez żywiołowy kwas. Soczyste jabłka i cytrusy, rześki grejpfrut i czysta, nieskazitelna świeżość, w której wszystko idealnie gra.
  • Marcinowice Riesling Późny Zbiór 2024 (89/100): Kolejny przykład świetnego rieslinga z lubuskiego z wyższym cukrem. Owoc jest dojrzały, morelowo-brzoskwiniowy, słodycz wyraźna, ale w ustach to kwasowość ostatecznie bierze górę, odsyłając nas do długiego, soczystego finiszu.
  • Zielona Szlachetne Grona 2024 (91/100): Prawdziwa potęga słodkiego rieslinga z genialnym, głębokim botrytisem w duecie z żywym kwasem. Mamy tutaj miód, masło i wosk, ale też cytrynową skórkę, morele. Struktura jest oleista (>200 g cukru), ale wino nie zmienia się w ulepek.
  • Ingrid Pinot Noir 2025 (87/100): Leciutko różowawe wino (w zasadzie blanc de noir), technicznie bardzo dobrze zrobione, poziomkowe i cytrynowe, choć gdyby intensywność była ciut wyższa, byłoby jeszcze lepiej.
  • Smak Kujaw Melanż 2024 (88/100): Ten miks regenta, caberneta cortis i zweigelta w nosie kusi jogurtem truskawkowym i truskawkami w śmietanie. W ustach pokazuje pazur – idzie w kierunku wiśni i ma świetny, wyrazisty kwas, który dosłownie kruszy szkliwo.
  • Amelie Różanka 2024 (88/100): Wyróżniający się spośród pomarańczowych eksperymentów miks gewurztraminera i souvignier gris z rewelacyjnym owocem. Zachwyca skórką pomarańczową splecioną z bergamotką, a garbniki choć obecne, to nie przesłaniają soczystości.
  • Turnau Pinot Noir 2022 (91/100): Pinot w niemieckim stylu (co nie dziwi u tego producenta). Wino leśne, ściółkowe, z dodatkiem suszonej żurawiny, wiśni i śliwek. Beczka dodaje mu nut wędzonych i dymnych, ale nie przesłania ładnego, kwaskowego owocu.
  • Saganum Pinot Noir 2023 (90/100): Na koniec jeszcze jeden pinot ale w innym stylu, lżejszym, skupionym bardziej na owocu. Bardzo uwodzicielski, kwiatowy, ale też brzoskwiniowy i czereśniowy. Do tego mamy żywe taniny i słodkawą koncentrację.

Polskie winiarstwo dopiero zaczyna pisać swoję historię, pełną pasji, ale i potknięć, które są nieuniknione w tej ciągle młodej branży. Tym bardziej warto kibicować rodzimym producentom, sięgać po butelki z polskich winnic i osobiście sprawdzać, co kryje się w kieliszkach. Odkrywanie perełek – od świetnych musiaków po arcyciekawe rieslingi czy pionowy – daje mnóstwo satysfakcji i udowadnia, że polskie wino ma przed sobą optymistyczną przyszłość.