Które Porto jest najlepsze względem jakości do ceny?

Udostępnij ten post

Przy zimowej aurze i niskich temperaturach za oknem bardzo przyjemnie jest usiąść na kanapie, przykryć się kocem i napić się kieliszek rozgrzewającego wina. Dla mnie idealne w takiej sytuacji jest Porto. Słodkie, wzmacniane wino, które w zasadzie samo w sobie jest deserem i napojem do niego. Takie dwa w jednym.

Krótki noworoczny pobyt w Portugalii pomógł mi skompletować zestaw na dzisiejszy odcinek. Nie żeby tych win nie było w Polsce, ale miałem prostą wymówkę widząc szeroki wybór na jednej sklepowej półce, aby je kupić i zrobić porównawcze degu. Skupiłem się na mojej ulubionej kategorii Ruby Porto – L.B.V. (Late Bottled Vintage). Do wina przygotowałem konfiturę z czerwonej cebuli, która stała się dodatkiem do smażonej maślanej bułki i dojrzewających serów.

Tak jak wspomniałem Porto można pić samo, ale przygotować do niego solidny pairing to też duża frajda. Duszona z rodzynkami, cynamonem, cukrem pudrem i octem winnym konfitura z czerwonej cebuli będzie idealnym dodatkiem do twardych serów, które również super pasują do Porto. A jeśli podsmażycie na maśle chałkę, brioszkę czy bułkę maślaną to macie idealną kompozycję do degustowanych dziś win.

Po przepis zapraszam jak zwykle pod link:

L.B.V. jest to Porto z kategorii Ruby, czyli wina produkowanego i starzonego w sposób minimalizujący utlenienie (starzenie w stali albo w wielkich dębowych starych beczkach). Styl ten ma uwypuklić owoc w winie. Spójrzmy gdzie pozycjonuje się LBV wewnątrz segmentu Ruby.

Proste Ruby to blend zwykle kilku win o wieku do trzech lat, które wzmacniane są tańszym alkoholem. Są to owocowe, nieskomplikowane, dosyć tanie wina.

Na drugim końcu hierarchii mamy porto rocznikowe. Ruby Vintage to wina produkowane z zadeklarowanych roczników, w których owoce były wyjątkowej jakości. Zwykle producenci deklarują trzy takie roczniki w dekadzie. Wina dojrzewają do trzech lat w dużych dębowych beczkach. W praktyce producenci butelkują po około 18-20 miesiącach, a potem wino dojrzewa w butelkach. To jedne z najdroższych win z Douro, które mogą dojrzewać dziesiątki lat.

Pomiędzy tymi krańcami jakościowymi leży L.B.V. Jest to Porto Ruby rocznikowe, do produkcji którego nie bierze się tak dobrej jakości owoców jak na Vintage. Ponieważ wina dojrzewają w dużych beczkach lub stali przed butelkowaniem 4-6 lat, są gotowe do picia w momencie wypuszczenia na rynek. Są dużo lepszej jakości niż Ruby i moim zdaniem mają najlepszy stosunek jakości do ceny. W Portugalii oznacza to zwykle ceny w okolicach 14-18 EUR.  

Ponieważ producenci nie rozpieszczają tutaj informacjami na temat win (raczej bardziej chwalą się tym kto jest najstarszy, kto największy, a kto najbardziej utytułowany) pozostawię butelki tylko z opisem degustacyjnym.

L.B.V. 2020, Kopke (W PL importerem jest Festus, nie ma niestety dziś w ofercie tej etykiety; cena w Portugalii 17,5 EUR)

Bardzo ciemno rubinowy klasyczny kolor. Błyszczący. Nos jest trochę alkoholowy i atakuje nas mocna suszoną, słodziutką śliwką. Jest też lekkie piżmo i trochę kawy. Powiem szczerze, że oczekiwałem więcej. Kwasowość jest średnia (-) a tanina niestety bardzo zadziorna. Wino jest bardzo wytrwane, kawowo-kakaowe. Nie ma tu owocu, choć może trochę śliwek gdzieś tam majaczy. Ale ten owoc jest trochę sztuczny. Średnia (+) lekko ziołowo kawowa końcówka. Inne L.B.V. niż do tej pory próbowałem. Chropowate, lekko ziemiste z mniejsza ilością owocu i niestety moim zdaniem zbyt krótkie. 88/100

L.B.V. 2020, Niepoort (Vininova, 95 PLN)

Ciemno rubinowy, głęboki błyszczący kolor. Nos jest gęsty z dużą ilością śliwki kalifornijskiej, przejrzałych ciemnych śliwek, rodzynek i suszonych fig. Pojawia się też nuta ciemnej i mlecznej czekolady. W ustach średnia kwasowość i świetna, lekko szczypiąca, drobna tanina. Śliwka nałęczowska w czekoladzie, trochę kawy, ciemnej czekolady i bardzo dojrzałych czereśni. Długa końcówka, gęsta, słodka, pyszna – bardzo rozgrzewająca. Bardzo dużo się dzieje. Znakomite L.B.V., z genialnym stosunkiem jakości do ceny. 92/100

L.B.V. 2019, Van Zellers (Mielżyński, 120 PLN)

Głęboki, ciemny – jak u poprzedników, kolor. Nos jest bardzo kuszący, atłasowy, pełen ciemnych bardzo dojrzałych śliwek, suszonych śliwek i rodzynek (takich po zalaniu gorąca wodą-miękkich) i nutką mlecznej czekolady. W sumie jest bardzo przyjemny, ale nie jakiś wielopoziomowy. Kwaskowości za wiele niestety nie ma, ale jest za to dużo słodkiego „sexy” owocu oraz czekolady i słodzonej kawy. Tanina fajnie szczypiąca i drobna otula usta. Dużo jest suszonych słodkich śliwek, fig, rodzynek a do tego dochodzi cynamonowa przyprawa. Wino jest całkiem długie i tłuste. Brakuje tylko jakiegoś wytrawniejszego kontrapunktu. Może się podobać. 90/100

Dobrze jest mieć zawsze jedną taką butelkę w zanadrzu. Raz otwarta może spokojnie czekać na kolejną okazję, bo te wina nie tracą swoich walorów smakowych. A uwierzcie, jeden kieliszek do deseru to jest mega bomba – zarówno smakowa jak i cukrowa. W połączeniu z twardymi serami dojrzewającymi i konfiturą cebulową wina wypadły cudownie!

Do następnego!

W.