Gdy różowe wino spotyka jagnięcinę. Pomysł na weekendowego burgera.
Mamy już dużo przepisów na burgery w naszej bazie receptur (wianek linków dostaniecie oczywiście poniżej), ale nie zasypujemy gruszek w popiele i dokładamy kolejne. Moja rodzinna banda co jakiś czas krzyczy – chcemy nowego buksa! Czyli ojciec na kolację lub na grilla w plenerze musi dostarczyć. No to dostarczam… 😉 Dziś burger z mielonej jagnięciny z miętą i suszonymi pomidorami.
Gdzie szukać jagnięciny?
Najważniejszą sprawą jest wejście w posiadanie jagnięciny. Dziś już kupno tego mięsa nie stanowi takiego problemu. Po pierwsze duże supermarkety jak Carrefour czy Leclerc mają ją w swojej ofercie, a po drugie wraz z pojawieniem się imigrantów z kręgów kulturowych w których jagnięcina jest podstawowym mięsem, jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać sklepy z ich lokalną żywnością. I tak mamy tureckie, azerskie, gruzińskie, hinduskie czy też nawet nepalskie sklepy (często czynne też w niedzielę), gdzie można już bez problemu to mięso kupić. Na bazarach też się zdarza – musicie tylko znać topografię. Możecie kupić mięso już zmielone. Ja jednak wolę zrobić to w domu. Gdy kupujecie w markecie to zawsze możecie poprosić, aby zmielili Wam konkretny kawałek na miejscu. Kontrolujecie wtedy jakość mięsa i ilość tłuszczu. Skorzystajcie z łopatki lub z udźca.

Generalnie pomysł na tego burgera polega na połączeniu mięsa jagnięcego ze świeżymi, siekanymi liśćmi mięty oraz suszonymi pomidorami z zalewy. Jako dodatek oprócz sałaty i pomidora skorzystajcie w bardzo wolno smażonej czerwonej słodkiej cebuli. Majonezowy sos zaostrzcie pastą chili. Ja skorzystałem z maltańskiej konfitury chili, ale można użyć tego co macie pod ręką.
Dokładny przepis znajdziecie pod linkiem:
Poszukiwania idealnego połączenia
Lato, ciepła pogoda a do tego jagnięcina i pikantny sos? To musi być rose. Trochę ciała, aby udźwignąć burgera, świeżość dla chili i chłód na upał. Wszystko w jednym.

Ja kupiłem w Leclercu trzy francuskie rose różnych regionów. Mamy cabernet franc z Bordeaux od bardzo dużego negocjanta Dourthe. Zdegustowałem też rose z Langwedocji od też sporego producenta Bertrand – blend grenache, cinsault, syrah oraz mourvedre. A na koniec poszła butelka z legendarnego Studia Marvial (kiedyś własność Brada Pitta i Angeliny Jolie) z Prowansji – choć z apelacji Mediterranee IGP. Tu mamy blend cinsault, grenache, rolle i tibouren. Zobaczmy jak sprawdziła się ta różowa półka!
Zdegustowane wina
La Grande Cuvee Edition Limitee Cabernet Franc Bordeaux 2024, Dourthe (Leclerc, 47 PLN)


Jaśniutki łososiowy kolor – spokojny, bardzo ładny. Nos jest świeży, bardzo poziomkowy, z dodatkiem czerwonego jabłka. Jakaś pieprzna, przyprawowa nuta też się przytrafia. Linearny, dobry. W ustach mamy taką strzelistą kwasowość i lekki owoc – mailnowo-poziomkowy z dodatkiem rabarbaru. Średni (+) finisz. Niby proste, ale ma fajną głębię i jest bardzo radosne! Techniczne, ale smaczne wino. 88/100
Heresie Corbieres AOP 2024, Gerard Bertrand (Leclerc, 47 PLN)


Różowy, jasny kolor. Zimny, ładny. Taki bardzo malinowy, klasyczny, dosyć mocny nos. Truskawka, poziomka są fajnym dodatkiem. Całkiem dobra intensywność, choć trochę takiej sztuczności może przeszkadzać. Kwasowość jest średnia i jakby przyziemia trochę to wino. Dużo truskawki w średnim ciele. Finisz jest gęsty, całkiem długi, trochę kremowy. Bardziej gastronomiczne, niż na taras. Ciut przysadziste, co dla rose jeśli nie jesteś Tavelem ze swoją strukturą jest raczej wadą. 86/100
Studio Rose Mediterranee IGP 2025, Miraval (Leclerc, 68 PLN)


Jasno różowy pastelowy, bardzo ładny kolor. Zapach jest subtelny, bardzo delikatnie poziomkowy z jakimś dodatkiem głogu i rabarbaru. Bardzo świeży i przyjemny, Średnia (+) kwasowość, świeżość, dobry balans, ale też prostota, która jest tu atutem. Poziomka rządzi na podniebieniu. Bardzo linearne, techniczne, ułożone. Całkiem długa końcówka. Nie ma się do czego przyczepić – czysta przyjemność. Świetne samo w upalny dzień, ale też jako para zarówno do pikantnych dań jak i do sushi. 89/100

Marival i Dourthe poszły z burgerem bardzo dobrze i bardzo podobnie. Rześko, odświeżająco, ale też z wigorem i siłą wystarczającą na to danie. Bertrand wypadł znacząco lepiej z mięsem niż solo, ale mając do wyboru pozostawiłbym go na półce w sklepie. Oczywiście w kontekście stosunku – jakość/cena/pairing wygrywa Dourthe!
Grillujcie radośnie!
W.
PS. przepisy na nasze burgery poniżej!