Niecodzienne spotkanie z Clemensem Buschem
Clemens Busch to postać absolutnie wyjątkowa – prekursor biodynamicznego podejścia nad Mozelą, który na długo przed modą na naturalność udowodnił, że bezkompromisowy szacunek dla natury i zaufanie terroir przynosi wybitne rezultaty. Bardzo dobrze znam i jego osobiście, i oczywiście jego świetne wina, ale w tym roku spotkałem się z nim ponownie w niecodziennych okolicznościach. Clemens był bowiem jednym z jurorów w konkursie Polskie Korki w poznańskiej restauracji SPOT., podczas którego ja również sprawowałem tą szacowną rolę.
Wykorzystałem tę okoliczność nie tylko jako okazję do rozmów – a jeśli kiedykolwiek mieliście okazję spotkać Clemensa osobiście, to wiecie pewnie jak serdeczna i otwarta jest to osoba – ale też miałem przyjemność wziąć udział w degustacji jego win skierowanej do polskich winiarzy, podczas której opowiadał on o swojej drodze do biodynamicznego winiarstwa (Clemens jest członkiem stowarzyszenia respekt-BIODYN, bardziej rygorystycznego jeśli chodzi o zasady minimalnej interwencji nawet od Demeter).
Z daleka od mainstreamu
Pamiętam, że gdy pierwszy raz przyjechaliśmy do Clemensa (dzięki Kubie Małeckiemu, który po festiwalu Mythos Mosel zaciągnął nas na wizytę do jego winiarni, na którą sam był wcześniej umówiony), majestatyczna winnica Marienburg zrobiła nas nas duże wrażenie. Stojąc po drugiej stronie rzeki w Pünderich można się rozkoszować tym widokiem, który nawet nad Mozelą, regionie rozpieszczającym oczy takimi krajobrazami, jest jednym z tym bardziej imponujących.

Jednocześnie samo Pünderich położone jest tak trochę z boku od tego najbardziej gorącego winiarsko i turystycznie biegu rzeki, zaczynającego się gdzieś w Trittenheim, a kończącego na Traben-Trarbach. Podobnie rzecz się miała (i chyba nadal ma) z samymi winami Clemensa. Przy takich tuzach jak Dr. Loosen czy Molitor jest on nie tylko winiarzem mniejszym pod względem ilości produkowanych butelek, ale też idący w trochę inną stronę stylistyczną. U niego często ta typowa dla Mozeli łupkowa mineralność nie jest aż tak obudowana owocem, jak u niektórych innych producentów. Przez to też, zwłaszcza za młodu, wina Clemenasa wydają się czasem nieprzystępne, bardzo schowane, mało ekspresyjne.
Dla mnie to winiarz dla cierpliwych – osób, które i mają czas, by dać jego butelkom dojrzewać i po otwarciu każdej, mają chwilę, by przystanąć nad kieliszkiem. Może i dlatego w dzisiejszych, zabieganych czasach już kilka razy widziałem zdziwienie u sommelierów czy osób po prostu lubiących rieslingi, gdy wymieniałem Clemensa w mojej absolutnej czołowej trójce winiarzy znad Mozeli.
Ale nie zmieniam tego zdania, a spróbowane wina nawet mnie w nim utwierdziły.
Oceny win
Importerem win Clemensa jest SPOT., podaję ich ceny detaliczne.
W festiwalu i degustacji wziąłem udział na zaproszenie organizatorów.
Clemens Busch Riesling Sekt Brut Nature 2021 (190 zł)
Wino bazowe dojrzewa przez 12 miesięcy w dużych beczkach, a po zabutelkowaniu podobny czas na spędza na drożdżowym osadzie. Cukier jest śladowy, w okolicach 1 g.

Intensywny charakter rieslinga bywa przeszkodą w używaniu go do produkcji win musujących. Clemens jednak udowadnia, że warto stawiać w musach na tę odmianę (o czym dobrze już wiedzą polscy winiarze). Wino ma przyjemnie krągły, dojrzały, mocny owoc spod znaku brzoskwiń i cytrynowej skórki, do tego akcenty maślane i woskowe. Bąbelki nadają mu kremowości, a mineralny, strzelisty finisz oszczyszcza podniebienie. Wino o dużej elegancji, ale też świetnej energii. Znakomite- (92/100).
Clemens Busch Riesling von grauen Schiefer Mosel 2024 (125 zł)
Marienburg jest jednym z ostatnim siedlisk nad środkową Mozelą, gdzie można spotkać charakterystyczny szary łupek. Wina pochodzące z krzewów rosnących na takiej glebie zwykle pachną bardziej tropikalnymi owocami niż jabłkami, maja dobrą koncentracją i akcenty ziołowe oraz korzenne. Wino ma 6,3 g cukru, ale i 7 g kwasowości.

Krystalicznie czysty, mocno zbudowany, mineralny, stalowy riesling. Nuty owocowe idą w kierunku moreli, ale podpartej przez kwaskowe jabłka i limonkowy zest. W ustach tego tropikalnego, lekko słodkawego owocu jest jeszcze więcej, ale kwasowość też nie odpuszcza, płynnie prowadząc do długiego, odświeżającego finiszu. Bardzo dobre (90/100).
Clemens Busch Nonnengarten EL Riesling Mosel 2023 (150 zł)
Winnica Nonnengarten to naturalne przedłużenie Marienburga, ale wierzchnia warstwa gleby jest tutaj głębsza, a dopiero pod nią znajdziemy czerwony łupek, która odpowiada za wina z pełniejszym, bardziej słodkawym owocem.

Od jakiegoś czasu to jedno z moich ulubionych win Clemensa (zwłaszcza biorąc pod uwagę, że na dojrzałość wyższych etykiet trzeba czekać znacznie dłużej). Tutaj już w tym wciąż młodym wieku mamy dużą koncentrację, kremowość i chrupki, cytrynowy owoc. W ustach rozwijają się smaki brzoskwiń, ale też rumianku, a całość spina oczywiście wyróżniającą się kwasowość. Świetna jest relacja jakości do ceny tej butelki, która ma też spory potencjał dalszego dojrzewania. Znakomite (93/100).
Clemens Busch Marienburg GG Riesling Mosel 2024 (205 zł)
To „podstawowa” etykieta z poziomu Grosses Gewächs od Clemensa. Zwykle trafiają do niej wina z centralnej części wzgórza, gdzie znajdziemy trochę młodsze krzewy.

Jak to zwykle bywa z topowymi winami Clemensa, na razie jest to riesling zwarty i skupiony, trudno rozłożyć go na czynniki pierwsze. Mamy dopiero zalążki cytrynowego owocu, ale przede wszystkim imponuje on mineralną budową, potężną kwasowością i sporym ekstraktem. Jest niesamowity, ma olbrzymi potencjał, ale nie warto odwierać go przez najbliższe 10 lat. Znakomite+ (94/100).


Clemens Busch Fahrlay Therrassen Mariebnurg GG Riesling Mosel 2020 (359 zł)
Fahrlay Therrassen to cześć Marienburga, gdzie znajdziemy bardzo stare krzewy posadowione na niewielkich tarasach. Dominuje tutaj niebieski łupek, a siedlisko daje zwykle wybitnie mineralne, wręcz słone w charakterze rieslingi.

Wina Clemensa fermentują naturalne i w tym wypadku zadziała się fermentacja malolaktyczna. Winiarz nie był do końca z tego zadowolony, ale moim zdaniem winu wyszło to na plus. Bo do tej pięknej, mineralnej kwasowości doszły trochę słodsze nuty moreli, brzoskwiń czy nawet ananasa. Struktura jest potężna, lekko już woskowa, a finisz rzeczywiście wyraźnie słony i nieskończenie długi. Wino ma moc, a od jego kwasowości aż boli szkliwo. Piękny przykład topowej Mozeli. Arcydzieło- (95/100).
Clemens Busch Falkenlay Mariebnurg GG Riesling Mosel 2011
Tego wina spróbowaliśmy z dwóch butelek i zawartość wyraźnie się różniła – w jednej utlenienie było wyraźnie mocniej wyczuwalne. Oceniam w notce to lepiej zachowane. Samo Falkenlay jest osłonięte z obu stron filarami skalnymi, które upodobały sobie jastrzębie, do dziś wijące tam gniazda. Skały te ochraniają siedlisko od wiatrów, zapewniając winogronom optymalne dojrzewanie.

Coś wspaniałego, przy takim winie można tylko klęknąć i uronić łzę radości. Ciało wina nabrało już maślano-woskowej emulsji, po krócej spływa cytrusowa kwasowość. Do tego pojawiają się przyprawy (cynamon) i trochę miodu. Mimo gorącego rocznika kwasowość też jest obecna, choć już idealnie wtopiona w niemal barokową strukturę wina. Jeden z najlepszych rieslingów, jakie piłem w życiu. Absolut- (98/100).
Spotkanie w SPOT. utwierdziło mnie w przekonaniu, że w świecie, w którym coraz częściej szukamy natychmiastowej satysfakcji, rieslingi Clemensa Boscha to wina, które nie zabiegają o uwagę krzykliwym owocem, lecz powoli odkrywają przed nami swoją historię. I to właśnie ta ich tajemniczość sprawia, że po latach od mojej pierwszej wizyty w Pünderich, wciąż wracam do tych butelek z tą samą fascynacją, z jaką odkrywałem je po raz pierwszy.