Le Barbatelle – przegląd katalogu importera
Już kilka razy Wam wspominałem, że bardzo doceniam importerów, którzy zdecydowali się na jakąś specjalizację. Zwykle mają wtedy możliwości skupienia się na swoich „konikach” i wyszukiwania naprawdę ciekawych producentów. Świetnym tego przykładem jest Le Barbatelle, która to firma upodobała sobie wina włoskie i ma w portfolio ich bardzo ciekawy miks – zarówno etykiety od dużych graczy, jak i wyszperane pozycje od mniejszych producentów.
W poprzednim tygodniu nadarzyła się okazja, by przyjrzeć się dogłębnie ich katalogowi. Importer zorganizował dużą degustację, podczas której można było spróbować tych win, w zdecydowanej większości serwowanych przez przedstawicieli samych producentów – a to zawsze świetna okazja, by przy okazji wypytać ich o to i owo.
Spośród spróbowanych win wybrałem dla Was pozycje od pięciu świetnych winiarzy, którzy w mojej opinii zasługują na bliższe poznanie. Ale w kolejnych tygodniach będę miał dla Was jeszcze jeden materiał z tej degustacji, w której opisze kilka butelek z mniej znanych regionów jak Dolina Aosty, Liguria czy Kalabria.

Le Barbatelle to importer, który ma mocną pozycję w sektorze HoReCa, ale ich wina można też zamówić przez Internet – https://www.lebarbatelle.com/sklep/
Le Manzane
W portfolio importera jest kilku producentów Prosecco, co nie dziwi, bo ten rodzaj win jest bardzo popularny nad Wisłą. We wrześniu zresztą mieliśmy okazję odwiedzić jednego z nich:
Tym razem postanowiłem spróbować pozycji od innego winiarza, Le Manzane. Producent posiada 40 ha winnic w sercu matecznika Prosecco, pomiędzy miasteczkami Valdobbiadene i Conegliano.
Już podstawowa butelka Le Manzane Conegliano Valdobbiadene Prosecco Superiore Brut (88/100, 69 zł) prezentuje się nieźle, bo mimo 10 g cukru mamy tutaj mnóstwo świeżych jabłek, melona i gruszek. Usta są ładnie kwaskowe, wręcz cytrynowe, a całość wyważona i soczysta. Poważniejszym winem jest Le Manzane Springo Black Rive di Rua Conegliano Prosecco Superiore Brut (90/100, 89 zł). Nazwa wskazuje na wino powstające z pojedynczej winnicy (rive), a poziom cukru jest tu niższy u poprzednika – 6 g. Pachnie wyraziście cytrusowo (skórka z cytryny, limonki, skórka pomarańczowa), do tego mamy też gruszki, mocną kwasowość i przyjemnie odświeżający finisz. Bąbelki są liczne, przyjemnie wibrują na podniebieniu.


Jeszcze niżej ze słodyczą (2,5 g) schodzimy przy Le Manzane Springo Blue Rive di Formeniga Conegliano Prosecco Superiore Millesimato Extra Brut (91/100, 89 zł). Jest to też wino powstające metodą klasyczną z drugą fermentacją w butelkach, co jest rzadkością w przypadku Prosecco. W ciemno trudno byłoby mi zresztą zgadnąć, że próbuję Prosecco, bo wino jest świetnie wyciągnięte, mineralne i krystaliczne. Może jedynie mocny, gruszkowo-melonowy owoc stanowi podpowiedź. Na koniec spróbowałem Le Manzane Springo Green Sui Lieviti Conegliano Prosecco Superiore Extra Brut (89/100, 89 zł), czyli wersji w której fermentacja kończyła się butelce, a osad nie był z niej usuwany. Dużo w tym winie miąższu z jabłek i gruszek, w ustach jest ono kremowe i dość gęste, a w długim finiszu wychodzi też marcepan i chlebowa skórka. Świetne wino do jedzenia, zwłaszcza, że cukru nie ma tu wcale.
Corte Figaretto
Pozostając w regionie Veneto przenosimy się do Valpolicelli. Założyciel winiarni Mauro Bustaggi pracował wcześniej dla miejscowej spółdzielni, ale w 2002 roku postanowił zacząć produkować wina samodzielnie. Swoje winnice posiada głównie w dolinie Valpantena.

Już podstawowa etykieta producenta bardzo mi smakowała. Corte Figaretto Bacca Nera Rosso 2024 (88/100, 67 zł) to mieszanka typowych dla Valpolicelli odmian podbita udziałem caberneta sauvignon i merlota. Całość dojrzewała przez 3 miesiące we francuskich beczkach i pokazuje chrupki wiśniowy owoc, z wyraźną ziemistością i skórką pomarańczową. Bezpretensjonalnie radosne wino idealne do pizzy albo prostego makaronu. Corte Figaretto Altarol Valpolicella 2024 (88/100) to wersja dojrzewająca jedynie w stali, bardzo klasyczna, z owocem w którym mieszają się wiśnie, czereśnie i słodsze maliny. Na podniebieniu może odrobinę zbyt konfiturowe, ale kwasowość jest na dobrym poziomie i wino zachowuje świeże oblicze. Ripasso producenta Corte Figaretto Acini Ameni Valpolicella Ripasso Superiore 2023 (88/100, 139 zł) również dojrzewa tylko w stali. Owoc idzie tutaj w kierunku czerwonych porzeczek, a do tego mamy wyraźne nuty tytoniowe i suszone zioła. Brakuje mi tylko trochę mocniejszej koncentracji, jakiej można by oczekiwać po winie na wytłokach z Amarone.
Wersja beczkowa (14 miesięcy dębu) to Corte Figaretto Alte Quare Valpolicella Superiore 2023 (91/100, 139 zł). Bałem się, że wino będzie przez beczkę zdominowane, ale jednak to mocny, wiśniowy owoc był w nim na pierwszym planie. Do tego mamy znów słodsze tony malin i dojrzałych truskawek, a beczka dodała od siebie wyczuwalne, pieprzno-ziemiste garbniki. To wino z chęcią odłożyłbym na 2-3 lata.
Producent ma w portfolio dwie etykiety Amarone. Corte Figaretto Musa del Figaretto Amarone della Valpolicella Valpantena 2021 (92/100, 349 zł) to wersja dojrzewająca przez 30 miesięcy w 1000. litrowych beczkach. Owoc jest oczywiście bardzo dojrzały, idący w tony likierowe i konfiturowe. Obok niego pojawiają się przyprawy (cynamon), nuty skórzane i leśne. Alkohol jest spory (16,5%) i w finiszu trochę zbyt mocny wyczuwalny, dlatego nie czekałbym za długo z otwarciem tego wina, bo obawiam się, że z wiekiem jego odczucie może być jeszcze intensywniejsze. Corte Figaretto Brolo del Figaretto Amarone della Valpolicella 2021 (93/100) dojrzewało w dębie krócej, bo 24 miesiące. Jest też winem lżejszym w odbiorze przy takim samym poziomie alkoholu. Owocowość nie jest tak skoncentrowana, te nuty wiśniowe wydają się znacznie bardziej świeże, czemu pomaga też wyższa kwasowość. Podobały mi się również wyraźne akcenty pieprzne i przyprawowe obecne zwłaszcza w długim finiszu.
Voerzio Martini
Z Veneto przeskakujemy do Piemontu. Producent Voerzio Martini powstał na bazie winiarni i winnic należących do Gianniego Voerzio (brata znacznie bardziej znanego Roberto Voerzio). Gianni nie posiadał dzieci i nosił się z zamiarem sprzedaży firmy, ale w 2015 roku dołączyły do niego bliźnięta Mirko i Federica Martini. Ich rodzina znów kiedyś miała swoją własną winiarnię, ale później ją sprzedała, a rodzeństwo bardzo chciało ponownie zająć się produkcją wina. Wydaje się więc, że wszyscy wygrali swoje.


Obok działek w apelacji Barolo rodzeństwo ma też niewielką parcelę w Colli Tortonessi, skąd powstaje Voerzio Martini Derthona Timorasso Coli Tortonessi 2022 (90/100, 129 zł). Mamy tutaj wersję timorasso dojrzewającą jedynie w stali, lekko już ewoluowana, z nutami orzechowymi, jabłkami i cytrynami. Ma przyjemnie skoncentrowane ciało i wyczuwalną oleistość, ale nie brak mu też kwasowości i słonego finiszu. Voerzio Martini Bricco Cappellina Langhe Arneis 2024 (90/100, 99 zł) też winifikowane jest jedynie w stali. Jak przystało na odmianę jest mało aromatyczne, jedynie lekko jabłkowe i kwiatowe. Ale w ustach mamy już więcej cytrusów, jabłek, mocną kwasowość i długi finisz. Jest typowe dla odmiany, mało ekspresyjne, ale za to wyraźnie mineralne.
Czerwienie zaczęliśmy od Voerzio Martini Ciabot della Luna Barbera dalba Superiore 2022 (89/100, 129 zł). Wino dojrzewało w baryłkach przez 10-12 miesięcy i obok akcentów kwiatowych i przyprawowych ma też mocny, wiśniowy rdzeń i charakterną kwasowość. Voerzio Martini Ciabot della Luna Langhe Nebbiolo 2023 (89/100, 129 zł) przeszło taką samą winifikację, ale oczywiście charakter odmiany dał pozycję o innym charakterze – bardziej perfumowaną, kwiatową, zwiewną. W ustach o wyraźnej kwasowości, akcentach liścia laurowego, lekko poruszanych czereśni i malin oraz pieprznym, przyjemnie garbnikowym finiszu. Wszystko w zasadzie się spina, ale koncentracja mogłaby być o poziom wyższa.
Mogłem też spróbować dwóch wersji Barolo. Voerzio Martini Barolo 2021 (92/100, 199 zł) powstaje z owoców z winnic Boiolo i La Serra. Dojrzewanie ma miejsce w 500. litrowych tonneaux przez 24-30 miesięcy, z tego 60% stanowią nowe beczki – mamy więc do czynienia z raczej nowoczesnym stylem. Pachnie dojrzałymi wiśniami, fiołkami, ale też suszonymi grzybami, malinami i roztartą w dłoniach ziemią. W ustach o dobry, kwasowym kręgosłupie, przyjemnej, lekko słodkawej owocowości i jeszcze dość suchych garbnikach. Ma jeszcze czas, by się poukładać i dobrą cenę, bo ciężko w Polsce znaleźć sensowne Barolo poniżej 200 zł. Voerzio Martini La Serra Barolo 2021 (93/100, 349 zł) przechodzi taką samą winifikację, ale owoce są zbierane z pojedynczej winnicy La Serra – to jedno z topowych cru miasteczka La Morra, leżące wysoko, bo nawet na 450 metrach i słynące ze świeżych, pełnych życia Barolo. Nie inaczej jest w tym przypadku, bo choć owoc jest słodszy niż u poprzednika (maliny, czereśnie, truskawki), a koncentracja o ton mocniejsza, to całość zachowuje soczystość, wino jest przyjemnie powietrzne i wyciągnięte, a garbniki już teraz lepiej zintegrowane. Wróćcie do tego wina za dekadę.
Mastroberardino
Ten producent to jedna z ikon Kampanii. Firma powstała w 1878 roku i ma olbrzymie zasługi jeśli chodzi o prace nad zachowaniem lokalnych odmian winorośli, jak choćby coda ci volpe czy piedirosso. Dzisiaj rodzina posiada ok. 200 ha winnic, ale ich wina dalej stanowią punkt odniesienia dla winiarstwa w Kampanii.

Wszystkie trzy prezentowane biele dojrzewały jedynie w stalowych zbiornikach, mogliśmy więc porównać trzy odmienne ekspresje szczepów. Wspomnianą już odmianę coda di volpe znajdziemy w Mastroberardino Lacryma Christi del Vesuvio Bianco 2024 (88/100, 102 zł). Winorośle rosną na zboczach Wezuwiusza, a samo wino pachnie poobijanymi jabłkami, zielonymi orzechami włoskimi i cytrynową skórką. W ustach mamy zaś delikatnie kremowe ciało, znów dużo cytrusów i długi, mineralno-ziołowy finisz. Mastroberardino Morabianca Irpinia Falanghina 2024 (90/100, 119 zł) powstaje z owoców z pojedynczej winnicy leżącej w głębi lądu, nieopodal Mirabella Eclano, gdzie znajdziemy wulkaniczną, tufową glebę bogatą w minerały. Mamy tutaj więcej jabłek, ale też czerwone pomarańcze i gruszki, dobrą soczystość i mocną, cytrynową kwasowość. To bardzo apetyczne wino. Morabianca Novaserra Greco di Tufo 2024 (91/100, 149 zł) to przykład odmiany greco, która w winach z okolic Neapolu najmocniej pokazuje wulkaniczny charakter. Czujemy tutaj dużo nut dymnych, lekko orzechowych, chciałoby się powiedzieć właśnie takich „wulkanicznych”, krzemiennych – terroir wprost śpiewa w tym winie. Owocu nie ma za dużo, ale mineralny szkielet i surowa kwasowość trzymają całość w pionie.
Przy pierwszej czerwieni wracamy na Wezuwiusza. Mastroberardino Lacryma Christi del Vesuvio Rosso 2024 (88/100, 114 zł) powstaje z odmiany piedirosso i pachnie dość rustykalnie, fermentującymi wiśniami z dodatkiem nut stajennych. Za to na podniebieniu już czyste, kwiatowe i znów wiśniowe, prezentujące radosne oblicze pełne soczystości i energii, której nie zaburza niezbyt mocna kwasowość.


Mastroberardino słynie zw swoich aglianico i tym razem mogłem ten flagowy czerwony szczep Kampanii spróbować aż w trzech odsłonach. Mastroberardino Redimore Irpinia Aglianico 2023 (90/100, 129 zł) to wersja dojrzewająca przez 12 miesięcy w beczkach. Aromat jest mocny, eksploduje czerwonymi owocami (niedojrzałe wiśnie, czereśnie, poziomki i truskawki), w tle rozwijają się też nuty kwiatowe. Na podniebieniu dalej pełne owocu, można też wyczuć świeże śródziemnomorskie zioła i czarne oliwki. Kwasowość jest może nie najwyższa, ale wyczuwalna, a garbniki wtopione, delikatne. Całość niesamowicie potoczysta i apetyczna. Dla mnie hit. Mastroberardino Taurasi 2018 (91/100, 199 zł) to wino, które w beczkach spędza 14-18 miesiący. Jest poważniejsze od poprzednika, bo choć dalej pełne wiśniowego owocu, to pojawiają się też tony ciemniejsze, śliwkowe, a także skórzane, tytoniowe i leśne. Taniny są zdecydowanie mocniej wyczuwalne, a również koncentracja jest już większa. To takie poważniejsze aglianico, które można podać do wszelakich pieczonych mięs. Zakończyliśmy jednym z ikonicznych win producenta – Mastroberardino Radici Taurasi 2019 (92/100, 279 zł). Tutaj dojrzewanie trwa łącznie 48 miesięcy, z tego połowę czasu wino spędza w beczkach. Zachowuje charakter szczepu, ale owoc jest jeszcze głębszy, smakujący suszonymi wiśniami i śliwkami, jeżynami czy nawet aroniami. Wino ma pełne ciało, sporą koncentrację ale wciąż dobrze zarysowaną kwasowość i mocne, jeszcze nieugładzone garbniki. W warunkach degustacji stolikowej brakowało mi możliwości dłuższego zatrzymania się nad kieliszkiem, bo z każdą chwilą coraz więcej warstw odkrywało swoje oblicze (suszone zioła, suszone drewno, goździki, cynamon itd…).
Sasso di Sole
Ten producent z Motalacino stanowi własność rodziny Terzuoli, która dokumentuje swoje przygody z winiarstwem aż od XVII wieku. Dzisiaj posiadają oni 10 ha winnic, zlokalizowanych w północno-wschodniej części apelacji, na wysokości 280-320 metrów.


Sasso di Sole Orcia Sangiovese 2024 (89/100) to przykład lubianego przeze mnie, codziennego sangiovese. Choć wino dojrzewało kilka miesięcy w dużych beczkach ze slawońskiego dębu, to epatuje soczystością, wiśniowo-truskawkowym owocem z dodatkiem świeżych ziół i szczypty ziemistości. Świetne wino do makaronu z pomidorowymi sosami. Sasso di Sole Rosso di Montalcino 2023 (91/100, 119 zł) to przykład całkiem poważnego rosso, gdzie dojrzewanie w dużych beczkach trwa 9 miesięcy. Obok aromatów znanych z poprzednika tutaj mamy dodatkowo ziemistość, garbowaną skórę, pieprz i przyprawy. Bardzo porządnie wykonane wino, z mocną kwasowością i wyrazistymi, ale niemęczącymi garbnikami oraz ze sporym potencjałem dojrzewania. Flagowiec producenta Sasso di Sole Brunello di Montalcino 2020 (93/100, 239 zł) to wino pełne lekko słodkawych wiśni, śliwek, ale też konfitury truskawkowej. Do tego wychodzą korzenne przyprawy, tytoń, suszone zioła, suszone mięso. Kwasowość jest wysoka, a garbniki dzisiaj dość wymagające, ale będą się układały z czasem. Zarówno Rosso di Montalcino jak i Brunello są dobrze wycenione biorąc pod uwagą ceny win z tej apelacji nawet we Włoszech.
Na razie to tyle – choć i tak materiał wyszedł mi całkiem spory. Za jakiś czas wrócę do Was z drugą częścią przeglądu portfolio importera Le Barbetelle i tak jak wspominałem będzie to podróż przez te mniej uczęszczane winiarskie ścieżki Italii.