Barolo i Amarone z Netto – czy to może się udać?

Udostępnij ten post

W poprzednim tekście sprawdzaliśmy budżetowe propozycje z Netto, które – trzeba przyznać – całkiem nieźle poradziły sobie z naszymi oczekiwaniami. A co z „górną półką”, gdzie znajdziemy takie pozycje jak Barolo, Amarone czy brunello? Dla takich win, nawet w cenach do 100 zł poprzeczka wędruje wysoko w górę. Czy dyskontowe półki rzeczywiście są w stanie dostarczyć nam namiastkę takich renomowanych win, czy to tylko marketingowy chwyt?

Spotkanie wina z apelacją DOCG na półce marketu to rzadkość, która zawsze budzi mieszane uczucia. Z jednej strony czujemy szansę – mamy w zasięgu ręki trunki, które w specjalistycznych sklepach potrafią kosztować 3-4 razy więcej. Z drugiej jednak, doskonale wiemy, że w świecie wina jakość ma swoją cenę. Kupowanie Barolo czy Amarone w okolicach 70–80 zł to wkroczenie na niebezpieczny grunt. Zamiast wielkiej obietnicy, tak niska cena często oznacza wino, które może być jedynie „poprawne” lub co gorsza – boleśnie rozczarowujące w swojej prostocie.

Pojawia się więc fundamentalne pytanie: czy warto zaryzykować te kilkadziesiąt złotych, licząc na okazję życia, czy może lepiej nie wystawiać swojej cierpliwości na próbę? Czy te butelki to przemyślany ukłon w stronę świadomego klienta, czy jedynie „podróbki” wielkich stylów, które z prawdziwą tradycją mają wspólne tylko nazwę na etykiecie?

Dziś biorę na warsztat te dwa włoskie klasyki, by sprawdzić, czy w Netto można trafić na prawdziwe diamenty, czy tylko na wydmuszki, które z prestiżem apelacji mają niewiele wspólnego.

Zapach jest nadspodziewanie udany i wierny nebbiolo – odnajdziemy w nim świeżą żurawinę, dojrzałą wiśnię oraz nuty kwiatowe, które zgrabnie przeplatają się z akcentami nieco surowszymi, krwistymi i żelazistymi. Na podniebieniu wino prezentuje się dość szczupło, eksponując wysoką, wiśniową kwasowość oraz powracające nuty fiołków. Tło tworzą suszone zioła, odrobina czarnego pieprzu i nuta skórzana. Finisz zaznacza się wyraźną, choć nieco jeszcze młodzieńczą taniną, która domaga się czasu lub odpowiedniego towarzystwa na talerzu. Choć nie jest to Barolo o potężnej strukturze „pełną gębą”, wino broni się autentycznością stylu i sporą głębią. Absolutnie pozytywne doświadczenie. Bardzo dobre- (89/100).

Aromat tego Amarone jest zdominowany przez nuty beczkowe i dymne, które zdecydowanie wysuwają się na pierwszy plan, spychając owocowość – ciemną wiśnię i śliwkę – na dystans. W tle wyczuwalne są akcenty czekolady, tytoniu oraz skóry, jednak całości brakuje finezji zapach jest dość bezpośredni i pozbawiony głębi. Na podniebieniu odnajdziemy nuty suszonej śliwki i kakao, ponownie w towarzystwie wyraźnego dymnego posmaku. Na plus należy zapisać przyzwoitą, żywą kwasowość, która nieco równoważy ciężar wina. To wino, które „broni się” jako poprawna, techniczna pozycja, ale dla fanów Amarone pozostanie raczej rozczarowaniem. W porównano z Barolo jest wyraźnie słabsze, nie ma w nim polotu. Średnie (84/100).

Podsumowując, nasza dyskontowa podróż do Włoch po raz kolejny udowodniła, że kupowanie etykiet o wysokim prestiżu w markecie to ryzykowna loteria. O ile Barolo okazało się miłym zaskoczeniem – winem, które może nie jest potęgą, ale zachowuje autentyczny styl nebbiolo i oferuje sporo autentycznej przyjemności – o tyle Amarone pozostało jedynie ciekawostką, której brakuje duszy i głębi. Jeśli szukacie okazji, miejcie świadomość, że przy takim pułapie cenowym sukces zależy bardziej od przypadku niż od samej renomy apelacji.