Kanada – skomplikowany rynek wina
W poprzednim kanadyjskim odcinku podzieliłem się z Wami moimi gastronomicznymi wrażeniami w wycieczki po tym wielkim kraju. Dziś postaram się przenalizować rynek winiarski. Nie będę omawiał regionów czy też producentów, bo na to przyjdzie czas później. Skoncentruję się na tym jak to działa. Jak wyglądają ceny win i jak w tym wszystkim poruszać się może konsument.
Zacznijmy od tego, że Kanada jest podzielona na prowincje, które mają całkiem dużą autonomię w kształtowaniu przepisów dotyczących handlu, importu i produkcji alkoholu na swoim terenie. Nie ma więc jednolitego rynku krajowego (choć zaczyna się to powoli zmieniać), a funkcjonuje sfragmentyzowany rynek obejmujący poszczególne prowincje, w których prym wiodą państwowe monopole.



Wielkość winnego rynku w Kanadzie
Winnice w Kanadzie obejmują 12 500 ha i 90% z nich zlokalizowanych jest w 4 prowincjach (Ontario, British Columbia, Quebec, Nova Scotia). Winnice są raczej małe i producenci wina skupują często grona od rolników. Jednak wraz z rosnącą popularnością krajowego wina coraz więcej winogrodników zaczęło przenosić się na druga stronę barykady (szczególnie w Kolumbii Brytyjskiej) i dziś w całym kraju działa ponad 600 winnic butelkujących swoje wina.
Wino kanadyjskie praktycznie nie istnieje na rynkach światowych. W 2021 eksport wyniósł 1,0 mln butelek (z 275 mln wyprodukowanych). Swoją destynację wina te znalazły głownie w Chinach, USA i Hong-Kongu. To mikre 23,5 mln CAD. (1 CAD to około 2,70 PLN)
Wartość importu butelkowanych win zagranicznych do Kanady to już kwota rzędu 2,5 mld CAD. Ilościowo jest to około 60% rynku. Nie jest to jednak takie jednoznaczne, gdyż bardzo wiele win sprzedawanych w Kanadzie to kupaże win lokalnych z importowanymi. Właściwie tylko poniżej 20% to w 100% kanadyjskie wina.
Skąd wiemy czy wino jest kanadyjskie?
Są 3 kategorie win kanadyjskich. Szukajcie tych nazw na etykietach!
- Vintners Quality Alliance (VQA) Certified Wine – wino wyprodukowane z gron zebranych w Kanadzie o odpowiedniej jakości określonej przez Ontario Wine Appelation Authority i British Columbia Wine Authority.
- 100% Canadian Wine – wina nie będące VQA, ale wyprodukowane z kanadyjskich gron.
- International Domestic Blends (IDB) – wina blendowane z lokalnych (min 25%) i importowanych win. Głównie w prowincji Ontario.
Sprzedaż detaliczna
Jak już wspominałem Kanada ma dosyć skomplikowany system prawa alkoholowego – różny dla każdej prowincji. Do tej pory najważniejsza rolę odgrywają monopole. W Ontario działa LCBO (Liquor Control Board of Ontario), w Quebecu jest to SAQ (Societe des alcools du Quebec). Importują wina, sprzedają je do Horeca, mają sieć detaliczną, a także sprzedają online.
Problemem (teraz właśnie powolnie adresowanym) jest to, że są bardzo duże ograniczenia co do importu wina pomiędzy prowincjami. Klient detaliczny nie może co do zasady zamówić sobie do domu wina z innej prowincji. Stąd też tak duża winna turystyka z całego wschodniego wybrzeża nad Niagarę. Można zapakować całe auto w pinoty czy chardonnay i wracać do Nowego Brunszwiku.
Podobnie wygląda obraz półek winnych w supermarketach. Gdy jesteście w Ontario, w dużych sklepach zobaczycie całkiem sensowną ofertę win z Niagary. Spotkacie tam nawet prywatne winne sklepy, nie będące LCBO – jest więc życie dla winomana. Już jednak w Quebecu SAQ rządzi niepodzielnie. Tylko jego sklepy mogą sprzedawać kanadyjskie wina z innych regonów, więc w supermarketach jest australijski i europejski najniższy poziom (Yellow Tail, „fruity PG from Italy”) a nie ma win z Ontario czy Kolumbii Brytyjskiej. Tak więc jeśli w Quebecu chcecie kupić wino to musicie zdać się w 100% na SAQ. Trzeba jednak oddać, że agencje monopolisty lub sklepy licencjonowane są nawet w małych miejscowościach.




Ceny win
Jeśli chodzi o kanadyjskie wina to ceny realnie rozpoczynają się od 13 CAD za butelkę, a jakości szukamy gdzieś od 17 CAD. Jednak taka środkowa pólka to jest 25-30 CAD i mniej więcej tam trzeba się rozglądać za porządniejszymi butelkami. Choć oczywiście degustowałem dużo win w okolicach 20 CAD i dawały nieźle radę – poświecę im jeden z kolejnych odcinków.
Import (monopol), z małym wyjątkami, mają państwowe firmy. Jednak asortyment jest uczciwy. Jest trochę butelek pod publiczkę (Santa Margherita), ale jest cała masa bardzo dobrych europejskich i nie tylko producentów. To, że zobaczycie wina Torresa, Faustino, Yalumba czy Antinori może Was nie zdziwi, ale już obecność Nesteraca, Tommasi, Vajry, Produttori dei Barbaresco to miła niespodzianka. Nie mówiąc już o dużym portfolio win francuskich. I wszystko to taniej niż Polsce!
W restauracjach, tych półki turystycznej, nie jest ciekawie jeśli chodzi o kartę win. Zwykle dostaniecie popularne butelki marketowe. Np. chilijskie Diablo to wydatek jakiś 30-40 CAD. Proponuję zawsze w takich przypadkach brać kraftowe piwa lub domowe lemoniady, bo te są zwykle bardzo smaczne!
Zmiany, problemy – cele rządu
Wojna celna między USA i Kanadą doprowadziła do tego, że w Kanadzie nie ma sklepach żadnego amerykańskiego alkoholu. Budweiser, którego zobaczycie w na półkach jest licencją z lat 80tych XX wieku, więc jest w 100% kanadyjskim piwem. Czy zatem kanadyjskie winnice mają autostradę do nieba? Czy dadzą radę wejść i zająć miejsce pinota z Oregonu? Jakie są cele rządu Kanady w tym aspekcie?
- Celem numer jeden jest zwiększenie udziału w lokalnym rynku do 50% dla wszystkich trzech wymienionych wcześniej rodzajów wina. Może to być trudne z uwagi na to, że młode pokolenie pije mniej alkoholu, w szczególności po legalizacji marihuany. A to Wam powiem czuć na każdym kroku ;)
- Umożliwienie bezpodatkowego i bezkwotowego przepływu wina pomiędzy prowincjami. Tu co chwila podpisywane są nowe porozumienia i wydaje się, że luzowanie tej polityki jest na dobrej drodze.
- Zezwolenie na poziomie ogólnokrajowym na detaliczne zamawianie wina pomiędzy prowincjami. Mniejsi producenci mają problem z marketingiem i dotarciem do klienta przez pośredników lub sieci detaliczne. Z drugiej strony pozbawiony możliwości zamawiania wina z innych prowincji konsument ma mniejszy wybór win lokalnych i wybiera importowane.
- Uporządkowanie spraw podatkowych, a także wsparcia dla sektora. Nowe umowy handlowe z EU i z Australią oznaczają stopniowe wygaszanie wspierania lokalnej produkcji przez rząd w Ottawie, a to pociąga za sobą wzrost cen kanadyjskich butelek. Lekarstwem na to byłaby obniżka podatków, które dla sektora winnego są wysokie. Np. winnica wytwarzająca 500 000 l wina musi zapłacić 365 000 CAD samej akcyzy jeszcze przed sprzedażą wina. Podobnej wielkości firma np. w Kalifornii już tylko 27 000 USD.
- Rząd chce nadal wspierać winną turystykę, gdyż dzięki niej rozwijają się inne segmenty gospodarki – jak hotelarstwo czy gastronomia.
Widzicie, że rynek wina Kanadzie jest dosyć skomplikowanym środowiskiem, nie tylko dla producentów, ale również dla konsumenta. Tylko skoordynowanie działań na płaszczyźnie centralnej i budowa narodowej strategii rozwoju branży pozwoli na zdynamizowanie wzrostu sektora. Nie ma na to lepszego momentum, gdyż amerykanie sami wykluczyli się z konkurencji na lata i tą niszę muszą jak najszybciej wypełnić Kanadyjczycy ze swoją ogólnie dostępną ofertą.
Do następnego!
W.