Bocianie miasto i siedem blaufränkischów od Triebaumera
Wracam do Rust, gdzie w pierwszej części naszej relacji sprawdzałem, jak Herbert Triebaumer radzi sobie ze zmianami klimatu i degustowałem jego białe wina. Aby jednak w pełni docenić filozofię tego gospodarstwa, trzeba zrozumieć specyfikę samego Burgenlandu. W tej części skupię się więc na terroir Rust oraz historycznym tle regionu. Dodatkowo mam dla Was do polecenie świeżo otwarty winebar w miasteczku – punkt obowiązkowy podczas spacerów po jego urokliwych uliczkach.
Na pograniczu kultur
Burgenland to kraina, którego dzisiejszą tożsamość wciąż definiuje burzliwa i pełna zwrotów akcji historia. Choć obecnie już dość mocno utożsamiany z austriackim winiarstwem, w rzeczywistości jest to najmłodszy kraj związkowy tego kraju. Do granic republiki został włączony oficjalnie dopiero w 1921 roku – w konsekwencji ustaleń po I wojnie światowej oraz traktatów w Saint-Germain i Trianon. Przez wcześniejsze stulecia teren ten funkcjonował jako tzw. Zachodnie Węgry (Deutsch-Westungarn), stanowiąc fascynujący, ale i gorący kocioł kulturowy na styku wpływów niemieckich, węgierskich oraz słowiańskich.
Rust jako miasteczko winiarskie było znane już w XVI wieku. Wtedy miejscowi winiarze uzyskali prawo do oznaczania swoich beczek ze sprzedawanym winem literą „R” dla oznaczenia jakości spoczywającego wewnątrz wina – trzeba pamiętać, że wówczas przedmiotem handlu były właśnie beczki pełne wina. Nie znano bowiem szklanych butelek, więc kupowano całe beczki i rozlewano wino bezpośrednio z nich. W 1649 roku Rust wykupiło się spod władzy rodziny Esterházy za cenę 60 tysięcy guldenów, ale i 500 jednostek miary słodkiego wina (liczących około 70 litrów), a w 1681 roku stało się Królewskim Wolnym Miastem.



Do dzisiaj zresztą poczucie odrębności miejscowych jest dość silne. Sam Herbert wspominał, że wiedeńscy politycy traktują Burgenland jako trochę osobną krainę, nie rozumiejąc ducha jej mieszkańców. Przywoływał choćby pomysły związane z Jeziorem Nezyderskim, sercem i skarbem Burgenlandu. Najnowszy z nich to przekopanie kanału, dzięki któremu do jeziora trafiłaby woda z Dunaju. Ma to być remedium na stopniowe wysychanie jeziora i zarastanie jego brzegów trzcinami (ich pas zwłaszcza na zachodnim brzegu miejscami ma szerokość kilku kilometrów). Nikt jednak nie konsultuje tego pomysłu z mieszkańcami okolicznych wiosek. Zdaniem Herberta to niepotrzebna ingerencja w naturę, na przestrzeni dziesiątków tysięcy lat jezioro już wielokrotnie wysychało, a takie doraźne rozwiązania mogą tym bardziej zdestabilizować miejscowy ekosystem.
Widok z bocianiego gniazda
Symbolem Rust są bociany i faktycznie prawie wszystkie kominy w miasteczku są przystrojone ich gniazdami, a wieczorem w powietrzu niesie się klekotanie ptaków. Pewnie z perspektywy swoich gniazd bociany są w stanie objąć wzrokiem całość tej niewielkiej apelacji. Rust bowiem, co jest ewenementem jeśli chodzi o Austrię, doczekało się wyodrębniania apelacji pokrywającej się z granicami administracyjnymi miasteczka – pozostałe austriackie apelacje mają charakter bardziej regionalny.

Winnice zajmują dzisiaj obszar ok. 500 ha, ale Herbert powiedział nam, że po II wojnie światowej było ich o połowę mniej i skupione były głównie z północnej części miasteczka. Tamtejsze gleby są bogate w wapień i już dawno miejscowy zorientowali się, że to świetne miejsce do uprawy winorośli. Dzisiaj te winnice obsadzone są głównie czerwonymi szczepami, z naciskiem na blaufränkischa. Dopiero w ostatnim półwieczu obszar upraw poszerzył się o koleje parcele zlokalizowane na zachód i południe od zabudowań Rust. Tu gleba jest już inna, żwirowo-piaszczysta, aluwialna i lepiej odnajdują się tu biele (welschriesling, furmint, chardonnay, weissburgunder czy traminer).
Freistein – rewelacyjny winebar w sercu Rust
Rust to miasteczko, które zwłaszcza latem przyciąga spore tłumy turystów i stanowi punkt wypadowy również dla wiedeńczyków. Jednak brakowało tutaj naprawdę dobrego winebaru. Przestrzeń próbowało zapełnić kilka buschenschanków, ale jednak zwykle kuchnia w takich miejscach jest dość prosta, a wybór win siłą rzeczy ograniczony do butelek konkretnego winiarza.





Na szczęście, całkiem niedawno uległo to zmianie za sprawą Simona, przybranego syna Herberta. W samym środku miasteczka, praktycznie przy rynku otworzył on lokal Freistein. Jest to winebar z bardzo dobrą kuchnią, stojącą poziom wyżej od typowej austriackiej restauracji serwującej sznycle i pieczenie. Tutaj zjedliśmy świetnego, soczystego kotlecika z sandacza i rozpływającą się w ustach długo pieczoną wieprzowinę. Do tego codziennie jest otwartych kilka win na kieliszki, a pełna karta win jest naprawdę imponująca i obejmuje kilkadziesiąt pozycji, oczywiście z naciskiem na Austrię.
Spróbowane czerwone wina
Weingut Ernst Triebaumer słynie głównie ze swoich czerwieni, choć Herbert wskazuje, że ostatnie lata to również wzrost produkcji win białych (co jest odpowiedzią na trendy rynkowe).
Do Austrii podróżowaliśmy na własny koszt, degustacja była bezpłatna. Na kolację zaprosił nas producent.
Podaję ceny win przy zakupie bezpośrednio w winiarni.
Ernst Triebaumer Rusterberg Blaufränkisch (9,50 €)
To podstawowa czerwień, wino nierocznikowe. Herbert tłumaczył nam, że do tego wina używają owoców z najmłodszych krzewów, ale w niektórych latach nie ma ich tak wiele, aby wypuszczać jakieś sensowne ilości tej etykiety. Wtedy właśnie rodzina przetrzymuje wino w beczkach trochę dłużej i miesza je z kolejnym rocznikiem.


Bardzo owocowe, świeże i soczyste wino. Wszystko rozgrywa się tutaj na owocowej ramie, mamy wiśnie, dojrzałe maliny, czereśnie. Usta soczyste, chrupkie, bardzo żywe, pełne radosnej owocowości. Do tego niezła kwasowość i leciuchne garbniki w końcówce. Wielu winiarzy chciałoby mieć swoje topowe wina tak smaczne, jak ta podstawa. Bardzo dobre- (89/100).
Ernst Triebaumer Ried Gemärk Blaufränkisch 2023 (13,50 €)
Gemärk to płaska winnica leżąca blisko jeziora. Wierzchnią warstwę stanowi dość ciężka, ciemna ziemia, ale niżej znajdziemy podłoże wapienne. Jak mówił Herbert to wino stanowi wizytówkę winiarni, bo ze względu na szeroką dostępność jest to najcześciej pierwsza czerwień z portfolio producenta, którą próbują konsumenci.


Owoc jest bardziej dojrzały niż w u poprzednika, mamy więcej słodyczy. Pojawiają się ciemne wiśnie, żurawina, ale też szczypta przypraw. W ustach ładnie dojrzałe, słodszy owoc miesza się z wysoką kwasowością, a w końcówce mamy też tym razem już bardziej wyczuwalne, drapiące, żywe taniny. Świetny wzorzec tego, jak powinien smakować blaufränkisch. Znakomite- (92/100).
Ernst Triebaumer Kristallin Blaufränkisch 2023 (33 €)
Tu wskazujemy już na poziom wyżej. Do tego wina używane są owoce z kilku różnych działek, które łączy brak wapienia w glebie. Chodzi o to, żeby właśnie pokazać ekspresję odmiany bez wapiennego substratu.


Kolejna, jeszcze inna ekspresja. Tutaj wino idzie w tony ciemnych owoców (śliwki, ciemne wiśnie i dojrzałe czereśnie) z dodatkiem ziemistości, czarnego pieprzu i hibiskusa. Również na podniebieniu wyraźniej śliwkowe. Mam też wrażenie, że kwasowość jest odrobinę niższa niż w Gemärk, choć dalej są to poziomy wysokie jak na czerwone wino, a za to garbniki mocniejsze. Znakomite- (92/100).
Ernst Triebaumer Ried Oberer Wald Blaufränkisch 2023 (33 €)
Winnica Oberer Wald sąsiaduje z Gemärk, ale jest odsunięta od jeziora i położona trochę wyżej. W podłożu znajdziemy oczywiście wapień. Rosnące tutaj owoce były częściowo nasadzone aż w 1947 roku. Wino dojrzewa w beczkach przez 16 miesięcy.


Pachnie dojrzałymi wiśniami, malinami, jeżynami, suszoną żurawiną, ale też tytoniem, suchą jesienną ściółką i suszonymi grzybami. W ustach owoc jest słodkawy, lekko konfiturowy, mamy też sporo sosu sojowego, duszonego mięsa. Koncentracja tego wina jest świetna, ale też kwasowość dalej trzyma to wino w pionie. Jest to też wino bardzo młode, ma przed sobą spokojnie jakieś dwie dekady. Znakomite+ (94/100).
Ernst Triebaumer Ried Mariental Blaufränkisch 2023 (58 €)
To emblematyczne wino rodziny, pochodzi z winnicy leżącej na pograniczu Rust i sąsiedniego miasteczka Oggau, gdzie znajdziemy glebę o największej zawartości wapienia i wschodnią ekspozycję (w kierunku jeziora). Tutaj również mamy ponad 70-letnie krzewy i dojrzewanie wina w beczkach.


Genialne wino, ale zaledwie na początku swojej drogi. Owoc jest obezwładniający, bardzo nasycony, ale przy tym niebywale soczysty i świeży. Dominują wiśnie i czereśnie, z dodatkiem lekko podsuszanych kwiatów, leśnej ściółki i żurawiny. Usta o świetnej dojrzałości, ale też z wyraźnie zaznaczoną kwasowością. Do tego w końcówce wyraziste, ale zupełnie nie męczące taniny. Wszystko się w tym winie zgadza, jego koncentracja jest idealna, ani za mocna, ani zbyt lekka. Obok win Rolanda Vielicha to najlepsze wcielenie blaufränkischa, jakie piłem. Arcydzieło- (96/100).
Ernst Triebaumer Ried Mariental Blaufränkisch 2016
Herbert był na tyle miły, że mieliśmy też okazję spróbować Marientala już trochę bardziej dojrzałego, 10-letniego.


Dalej jest to wino bardzo młode w wyrazie, w ciemno nie zgadłbym, że mamy do czynienia z rocznikiem 2016 (dałbym mu może maksymalnie 5 lat). Ale czuć też, że już ładnie się to wino rozwija, owoc nabiera dodatkowych odcieni (maliny, lekko przesmażone truskawki i poziomki), dodatkowo pojawiają się nuty skórzane, tytoniowe i dosłownie kilka kropel sosu sojowego. Niesamowita jest energia tego wina, czuć jak wibruje ono w ustach, a przy tej swojej elegancji niebywale radosne i sprawiające frajdę. Arcydzieło (97/100).
Ernst Triebaumer Urwerk Blaufränkisch 2020 (30 €)
Ostatni blaufränkisch to wino powstające w trochę innej filozofii, bez absolutnie żadnej ingerencji w proces winifikacji, dojrzewające w dębie i niesiarkowane. Według Herberta tak mogły smakować miejscowe czerwienie 100 lat temu.


Rzeczywiście wino nietypowe, bo smakuje trochę jak czysta esencja owocu – mamy tutaj dojrzałe wiśnie i czereśnie, może jedynie odrobinę kwiatów i czarnego pieprzu. Nie jest to wino tak wielowątkowe jak kilka poprzednich pozycji, ale wciąż bardzo chrupkie i świetnie taniczne. Niezła ciekawostka, ale też stosunkowo droga jak na zawartość. Bardzo dobre+ (91/100).
Już od dawna czerwienie z Rust były jednymi z moich ulubionych w całej palecie austriackiego winiarstwa. Tym razem blaufränkisch jak na dłoni pokazał to, z czego słynie (i dlatego uchodzi za najlepszą czerwoną odmianę Środkowej Europy) – przepiękną transmisję terroir do kieliszka. Jeśli szukacie topowych win tej odmiany, obowiązkowo wpiszcie sobie Weingut Ernst Triebaumer do notatnika.